Z Anią Iwanow, ubiegłoroczną dyplomatką naszej szkoły, spotykamy się w warszawskiej kawiarni. Ania jeszcze 4,5 roku temu mieszkała w Polsce, uczyła się w MSKPU i pracowała w jednej z najlepszych pracowni architektonicznych. Jednak rodzinę założyła w Japonii, skąd rok temu wróciła do kraju na obronę dyplomową oraz niedawno - na dłużej, ze względu na wydarzenia w Japonii.
Przy winie i pysznej sałacie rozmawiamy o jej pracy w branży odzieżowej i o Japończykach.

Publikacje współprojektowanej przez Anię kolekcji w oficjalnym katalogu Tokyo Fashion Week
„To mit, że Japończycy są „krzykaczami”. Zazwyczaj zatrzymują emocje oraz negatywne opinie dla siebie. Są mili i grzeczni. Jedynym odstępstwem od tej reguły mogą być przygotowania do pokazów mody, gdzie atmosfera jest bardzo napięta. Pamiętam takiego wrzeszczącego koordynatora pokazów, który był tak zdenerwowany, że wyglądał jak postać z filmu. Do mnie i do koleżanki krzyczał: „Wy, dwie białe, ruszcie się!”. To było dość śmieszne.”
MSKPU: Pierwsze doświadczenia zawodowe były zaskoczeniem, czy też zbiegły się z Twoimi oczekiwaniami?
Ania: Myślę, że wiedziałam, czego oczekiwać. Kiedy zaczynałam naukę w MSKPU znałam programy szkół - zarówno uczelni państwowych, prywatnych, jak i zagranicznych. Poza tym, byłam już po pierwszych studiach i w takim wieku, gdzie zazwyczaj się wie, czego się w życiu oczekuje.
MSKPU: W Japonii pracowałaś dla dwóch firm odzieżowych. Czy jako Europejka po polskiej szkole projektowania ubioru spełniałaś ich oczekiwania? Na czym w ogóle polegała Twoja praca?
Ania: Z jednej strony byłam miło zaskoczona, bo środowisko okazało się bardzo przyjazne. Pierwsza firma, w której pracowałam, była niezbyt duża, więc nawiązałam dość osobiste relacje . Byłam asystentem od wszystkiego, a szkoła przygotowała mnie głównie do projektowania, tak więc w pewnym sensie to był skok na głęboką wodę. Oprócz projektowania organizowałam tzw. sample do kolekcji, czyli pierwotne modele wykonane z tkanin zastępczych, kroiłam formy, w tym nożami Olfa. Po tym doświadczeniu okazuje się, że krojenie nożyczkami jest trudne (śmiech). Trzeba było także dużo szyć. Pewnie dlatego Japończycy są tak świetnie przygotowywani w szkołach do szycia. Kładzie się na to ogromny nacisk w edukacji projektanta. W Japonii spotykałam ludzi z różnych szkół, z całego świata. I tak na przykład antwerpska szkoła absolutnie nie wymaga, aby projektant sam szył własne kolekcje. Modele są wykonywane „na mieście”, gdzie z drugiej strony w St. Martins obowiązuje samodzielna realizacja projektów. Koleżanki Szwedki także uważały, że projektant musi być świetnym krawcem.


Zdjęcia z bagstage’u pokazu wiosna/lato 2011 firmy Anrealage
MSKPU: Czy nie czułaś się przez to gorsza od innych w firmie?
Ania: Nie, bo każdy wiedział, że to moja pierwsza praca i że się uczę. Zespół był bardzo wyrozumiały i dzielił się ze mną swoją wiedzą.
MSKPU: Czy pochodzenie z Europy było zaletą, czy wadą?
Ania: Oczywiście, że to była ogromna zaleta i dla niektórych atrakcja. Ale moją przewagą była także znajomość angielskiego oraz japońskiego. Chodzi nie tylko o komunikację. Np. szefowi pisałam maile w sprawach zawodowych.

Zespół od Taro Horiuchi oraz Ania Iwanow z córką
MSPU: Czyli byłaś wtajemniczona w działania i plany handlowe?
Ania: Tak. Szef nawet miał jakieś nadzieje na biznes w Polsce. Podpytywał, czy takie marki, jak Comme des Garcons są już w naszym kraju i czy dobrze się sprzedają.
MSKPU: A kontynuując temat Twoich obowiązków?
Ania: Jednym z moich ulubionych zajęć był tzw. research rynku, czyli po prostu chodzenie na zakupy. Dzięki temu poznałam wiele ciekawych miejsc i marek. Ale najwięcej dowiedziałam się właśnie podczas pracy przy pokazach. Organizacja wybiegu, przygotowywanie modelek - to wszystko było dużym, nowym wyzwaniem. Nauczyłam się, jak należy przyjmować oraz prowadzić klientów po pokazie. Myślę, że kultura biznesowa oraz charakter relacji bardzo tutaj różnią się od europejskiej.
MSKPU: W jakim sensie?
Ania: Np. przed, czy po pokazie trzeba zapisać się na specjalną listę. Następnie dostaje się osobę prowadzącą. Było przy tym trochę śmiechu. Popełniałam przy tym różne błędy, min. źle ustawiłam zeszyty.
MSKPU: Jak to źle ustawiłaś zeszyty?
Ania: Chodziło o to, że w księdze gości klienci powinni się wpisywać pionowo a nie poziomo ( jest to związane z regułami języka japońskiego – nikt mi o tym nie powiedział przed wystawą, a drugiej strony im nie przyszło do głowy , że poza Japonią jest inaczej).
MSKPU: Czy wizerunek bardzo ekspresyjnego Japończyka z filmu „Między słowami” jest prawdziwy?
Ania: Nim wyjechałam do Japonii oglądałam ten film i naprawdę mnie przeraził. Jednak w sytuacjach kryzysowych wszyscy starali się być opanowani. Pamiętam, że przed pokazem najbardziej zestresowany był konstruktor. Człowiek przez ostatni miesiąc pracował po 24 godziny i sypiał w firmie pod stołem! Kiedy przychodziłam rano do pracy, zaczynałam od zrobienia mu kawy i kanapek. I być może dlatego na mnie tylko nie pokrzykiwał (śmiech).
MSKPU: Czy ty także musiałaś tyle pracować?
Ania: Troszkę mniej, bo od 10.00 do 7 wieczorem ( od 7 wieczorem przychodziła tzw „nocna zmiana” , czyli studenci ,którym te godziny były na rękę ). To standard w Japonii. Zresztą firmy, które prężnie działają w Polsce także wymagają od pracownika większego zaangażowania.

Sesja zdjęciowa kolekcji jesień/zima 2011/12 dla Taro Choriuchi
MSKPU: Wspominałaś coś o dress code w firmach, w których pracowałaś.
Ania: W obu firmach większość osób chodziło w ubraniach danej firmy, czyli w pierwszej był to styl awangardowy- oversizowe bluzy, parki, paczworkowe jeansy, podarte (chyba specjalnie ) rajstopy, no i studenci na praktyce nosili swoje, aczkolwiek w tym stylu rzeczy.
Za to w drugiej firmie, duża część zespołu przeszła z Comme des Garcons i też w takich markowych ciuchach chodzili, plus: Balanciaga i Nina Ricci. Raczej wybierali minimalizm, ale doskonale odszyty oraz ze wspaniałych tkanin. Oczywiście świadczyło to także o pewnej różnicy między firmami w których pracowałam. Pierwsza mieściła się w awangardowej dzielnicy Tokio -Harajuku (znanej u nas z mody w stylu młodzieży Ganuro ), zaś druga miała siedzibę w jednej z najbardziej prestiżowych i luksusowych dzielnic stolicy, w Aoyamie (Tokio ma w ścisłym centrum kilka dzielnic, każda w pewnym sensie dedykowana innej grupie wiekowej. Notabene obie firmy mieściły się od siebie niecałe 10min drogi).
MSKPU: Pytanie o rynek japoński. Czy odczuł kryzys światowy jeszcze przed katastrofą?
Ania: W Japonii od lat kryzys jest odczuwalny jeśli chodzi o branżę odzieżową, ale i tak na ulicach nie jest to widoczne . Wydaje się, że jakość noszonych ubrań ( jeśli chodzi oczywiście o centralne dzielnice) jest zdecydowanie wyższa.
MSKPU: A przy zakupach decyduje cena, jak np. w Polsce, czy projekt i jakość?
Ania: Zdecydowanie to drugie. Japończycy kochają dobra luksusowe i kupują rzeczy wysokiej jakości. W szczególności młodzi ludzie, którzy choć trochę interesują się sztuką i designem, kupują ubrania od innych młodych projektantów lub rzeczy markowe. Ostatnio była w Japonii moda na trenche- trzeba było zobaczyć, co Japończycy zrobili z tymi trenczami. Nigdzie nie widziałam tak ciekawych projektów i tak dobrze wykonanych.
Jednak wszystko co jest projektowane i produkowane w Japonii musi być praktyczne.
Najbardziej designerskie ciuchy są gotowe do noszenia na co dzień. Oczywiście, istnieje dużo projektantów, którzy projektują stroje dla gwiazd japońskiej sceny, ale to jest osobny temat .
MSKPU: A jeżeli chodzi o ekologię w modzie? Japończycy także ulegli tej tendencji?
Ania: W przypadku targów nowych tekstyliów jest to bardzo widoczne. Organiczne tkaniny, bądź z recyklingu, są tam głównym tematem. Japończycy w ogóle lubią proste, naturalne rzeczy np. wykonane z lnu i bawełny organicznej ( np. Muji ) Raczej nie gustują w futrach i skórach zwierząt egzotycznych. Jednak mimo to w mojej drugiej firmie …. lisy, które leżały na stołach. Ja po prostu nie mogłam na to patrzeć!
MSKPU: Dziękujemy za rozmowę.

Tel/fax: 22 543 55 81


